To nic – jest moim placebo.

76

“Masz zapisane w kalendarzu; koks we wtorek” – powiedziała patrząc na mnie zaniepokojonym spojrzeniem. Weszła wolnym ale pewnym krokiem. Potrzebowała zebrać się w sobie by zadać to pytanie. Pytanie po którym zostawiła trzy kropki na kontynuację, którą miało być moje tłumaczenie.
“Tak, mamo” odpowiedziałam nie zostawiając jej trzech kropek na kontynuację rozmowy.
Jestem aktorką, potrzebuję koksu wypisanego litera po literze w kalendarzu, by nie zapomnieć, by dopilnować jego cukrowo-pudrowego bytu na scenie we wtorek.
Kiedyś wciągałam kredę, następnie zadecydowaliśmy, że cukier puder na błyszczącej tacy, wcierany w dziąsła będzie bardziej – spektakularny.
Kiedyś przed spektaklem jeden z pracowników teatru, przebiegając po zasceniu pomiędzy Moliera a Wierzbową, stworzył taki powiew wiatru, że razem z nim zabrał i rozrzucił mój słodki rekwizyt. Nauczyłam się by pilnować koksu.
Nauczyłam się by notować to w kalendarzu.
Nauczyłam się też by nie wyciągać pochopnych wniosków.
Choć dziś przez brak zainteresowania moją osobą, wyciągam całą masę takowych i dopada mnie egoistyczna melancholia.
Tańczyłam wczoraj 11 godzin. Dzisiaj leżę na igłach. Stosuję też wszystkie babskie zabiegi; smaruję się pachnącymi cudami, które cudów nie czynią. Ale ja tak cenię placebo. Jem truskawki. Dowiedziałam się, że kormorany w Chinach potrafią złowić dla człowieka ok 50 kg ryb dziennie. Potrafimy zmobilizować do współpracy wszystkich, wszystko. Możemy wszystko.

A ja nie mogę pozbyć się ciągle powracającego niepokoju.
Marzę węglami po bawełnianym płótnie, marzę po dłoniach pachnących placebo w postaci balsamu o zapachu lodów Melba.
Dostaję tony pochwał i komplementów, wyznań tęsknoty i zaangażowania.
A czekam na tę jedną pewność, która nie będzie placebo.
Wynosząc płótno do kosza, mam świadomość, że ten sam Ktoś czeka na moje nieudane próby pozbycia się niepokoju, zawsze zabiera te urywki twórczości. Pisząc tekst nadający się do kosza, mam świadomość, że ktoś przeczyta, koksowy podmuch pozbycia się niepokoju.
To nic – jest moim placebo.
Nie rozdmuchujcie.