w Piramidzie Maslowa to tylko parę pięter ponad sraniem.

po hAJS

Wszyscy mamy potrzebę akceptacji, w Piramidzie Maslowa to tylko parę pięter ponad sraniem.

Ważne to. Przynależność, Miłość, partnerstwo, a stąd już tylko krok do chęci uznania. Nadania sobie znaczenia, unoszenia się na skrzydłach prestiżu, bycia elitą. Jakże zainspirowały mnie pewne osobistości, które schodząc z kibla; zaspokajając jedną z podstawowych potrzeb wbiegają piętro wyżej, ku podobnym sobie. Wyciągając gibkie ciała zahaczają się o zaspokojenie poczucia sukcesu.

Jeśli przyjmiemy, że samorealizujemy się dzięki… na przykład – odzieży, a nasze potrzeby rozwoju duchowego krążą wokół rozważań czy passe są frędzle czy pióra, a lizanie pupy ludziom odpowiedzialnym za przekazanie nam pieniędzy zaspokaja potrzeby przynależności… możemy zacząć być dumni. Spełniamy się. Odnosimy sukces. Podnieśmy wysoko nasze brody, by zedrzeć własnym nosem nieco sufitowego tynku. Nadszedł nasz czas. Wykorzystajmy każdą minutę by zorientować się kogo jeszcze należy skomplementować. Na czyich plecach możemy lecieć pomiędzy skrzydłami sławy. Trzymajmy się mocno tych skrzydeł, nie przygotowaliśmy czerwonych atłasów, by na nie upaść, nie przygotowaliśmy nawet czerwonych dywanów. Nie możemy upaść na posadzkę. Może gdybyśmy jednak zdecydowali się na więcej botoksu, zadziałałby on jak amortyzator podczas wypadku. Póki jednak mądrze aplikujemy w siebie substancję wspomagające młodość, kiedy jeszcze nas poznają…

Możemy z dumą stanąć przed kawałkiem kolorowego kartonu, skomponować niezawstydzającą mimikę i z radością pozwolić by flesze bombardowały nasze źrenice. Mamy nadzieję, że podobni nam zainteresują się naszymi poczynaniami, ale gdyby ewentualnie tego nie uczynili… pomożemy im. Wstawimy miniaturkę, zamgloną filtrem, świeżo pobranym z najnowszej aplikacji. Może, będziemy mieli szczęście i nasze zdjęcie ktoś życzliwy podpisze naszym zacnym nazwiskiem.

Dotychczas udało mi się rozróżnić dwa typy. Jeden z tych ściankowych rodzajów jest milczący. Wydawałoby się, że tajemniczy, intrygujący. Ma przymrużone powieki. Zwarte, wysunięte wargi, ułożone w arogancki, delikatny uśmiech pełen gracji. Wydawałoby się. Gdy wargi się rozluźnią, okazuję się, że milczenie wynika nie z tajemniczości, a z braku przebiegów myślowych.

Drugi typ, dużo mówi o frędzlach, zna całą paletę kolorów. Posługuje się nią niczym tablicą Mendelejewa. Purpura do kwadratu. Typ ten, kiedy zaczyna mu być niewygodnie, a jest mu często, ponieważ jego broda jest nieustannie uniesiona. Zaczyna krzyczeć, pokazując nam czarną przestrzeń swoich dziurek od nosa i obszernych dziur w kulturze osobistej. Mam ochotę złapać takową postać za głowę, przytrzymać i poczekać aż się wykrzyczy. Jak niesforne dziecko, trzymać na dystans wysuniętego ramienia, by machając rękoma nie przekraczało mojej strefy osobistej. Nie boję się krzyku. Chcę przytulić wszystkich krzyczących. Ich głos staje się wtedy piskliwy, twarz marszczy się w niekontrolowanych grymasach. To ich postarza. A kiedy jest się starym (i nie daj boże grubym) fatalnie wygląda się stojąc przed kolorowym kartonem. Wolę by ten typ zamienił się w ten milczący, bo niekiedy powtarzając ciągle piękne słowo „feszyn”, zapomina o takich jak „dziękuję” czy „proszę”. Przepraszam, jeszcze nie zna. Pamiętam jednak, że jest na dole piramidy, że to tylko krok ponad sraniem, że prawdopodobnie w tym wcieleniu jeszcze mu się nie uda. A może tym razem (daj boże) się uda, posmakować trochę pokory. Obawiam się tylko, że pokora nie leży na jednym talerzu z pożywieniem, które pozwala zaspokoić potrzeby z parteru piramidy.

Całym sercem życzę dojścia na szczyt, po szczeblach nie próżności a duchowości.

Dziękuję za inspirację.

Do zobaczenia pod miękką oprawą moich słów, w książkowym wydaniu.