spójrz partnerowi w oczy i mów prawdę

8Fj1I2J-934x

„Stań na pozycji, spójrz partnerowi w oczy i mów prawdę”

Na mojej półce pojawił się taki pan jak David Mamet, zmaterializował się tam po sugestii pani Beaty Fudalej, a następnie zmaterializował się i utwierdził w moich przekonaniach. Z całym szacunkiem jedna z trylogii Stanisławskiego wiecznie stoi w toalecie i zabieram się do niej od wielkiego dzwonu…dosłownie. I nagle pojawiają się w moich rękach słowa, do których w poczuciu mi bliżej, w racjach mi bliżej, w rozumieniu także.

Jako aktorka stoję na drodze do uzyskania prawdy i odrzucenia fałszu, na drodze do osiągnięcia naturalności i spontaniczności. Bez udawania staram się przeżyć na nowo to co już wiadome. Chcę przekazać widzom treść sztuki, wbić w ich serca gwoździe, rozedrgać emocje, poruszyć wyobraźnie. Trudna to sztuka. Mamet utwierdził mnie w przekonaniu, że to dla widza działam. Odbiorca czeka na prawdę, nikt nie chce być oszukiwany. Widzowie zgadzają się na pewną umowność, ale oczekują braku oszustwa.

By być dobrym w wykonywaniu jakiegokolwiek zawodu potrzebny jest kunszt. Tylko jak tu go uzyskać, skoro tak płynna to materia. Teorii jest wiele. Wszystkie moim zdaniem dążą do tego samego – czyli do prawdy. I z nich należy wybrać coś dla siebie, coś na czym można się oprzeć. Choć ja osobiście opierać się na innych nie znoszę.

Mamet twierdzi, że szkoły teatralne wpajają studentom nauki pełne uroku ale dalekie od aktorskiego kunsztu. A aktorzy po skończeniu tychże szkół w większości czekają na odpowiedni moment, swój dzień, swojego reżysera, casting, stan emocjonalny na wszystkie zależności, czekają na szczęście. Jedni ponoć je mają, inni nie. Tylko, że nie ma techniki bazującej na szczęściu. Według Mamet’a, techniki Stanisławskiego, tak uznane i cenione, wykładane przez lata, można o kant dupy potłuc. Nie toleruje on grzebania w bebechach, według niego to tylko nieuściślone teorie. Potencjalne osiągnięcia są ciekawsze niż często nieumiejętne powroty do przeszłości. Nasze doświadczenie już nas ukształtowało, dzięki niemu będziemy zachowywać się w określony sposób. Nie musimy tego sposobu tłumaczyć i narzucać. Grzebanie tego typu moim zdaniem nigdy nie będzie czyste, zawsze nadamy mu nieco autosugestii, narzucimy sobie sposób przeżywania, zależny choćby od momentu w którym w danej chwili jesteśmy. Narzucenie kojarzy mi się z ograniczeniem. Od razu widzę na sobie wielki, ciężki wór z pod którego ciężko się wygrzebać. Większość aktorów stale narzuca sobie ograniczenia; myślą – nie wyjdzie mi, nie jestem wystarczająco przygotowany, to nie ta chwila, miejsce, partner… Aktor powinien być jednak na tyle odważny by w innych budzić lęk o ich własne dusze. Nie w sobie. Aktor nie może bać się samego siebie.

Zawód aktora jak każdy inny polega na rzetelnym wywiązaniu się z obowiązków. Widz, chce zobaczyć historię napisaną przez autora, a nie jego osobiste życie.

Mamy mieć silny głos, dobrą dykcję, sprawne ciało by przekazać  treść sztuki. I w zasadzie to mogło by wystarczyć. Inteligencja, wrażliwość, odwaga to cechy które sprzyjają, by nie mijać się w rozumieniu i mówieniu prawdy. To widz tworzy w swoim umyśle iluzję. Aktor jest jak Magik. Czy magik posługuje się mocą, czy kunsztem i umiejętnościami? Należy pozwolić by widz sam stworzył sobie historię.

Moim zdaniem Mamet i Stanisławski zgadzają się w tym dążeniu do prawdy. Obaj dążą do odarcia aktora z pokazywania.

Uważam jednak, że wszystkie metody dążące do opisu emocji i prób narzuconych stanów, mogą zagubić każdą ze stron. Sama próba wywołania stanu emocjonalnego wyrywa aktora z roli i działań. Umysł nie pozwala się do niczego zmuszać. Możemy tylko sugerować, nie możemy go zmusić. Gdyby człowiek był w stanie nakazać cokolwiek swojej świadomości nie było by wielu chorób. Nie potrafimy kontrolować naszych emocji. Jako aktorzy powinniśmy iść za tym co się wydarza, a nie wyciskać z siebie krokodyle oszukańcze łzy. Moim zdaniem aktor powinien bardzo sprawnie myśleć i nie bać się siebie, swoich myśli i działań.  Kładzenie nacisku na efekt jest gwarancją porażki. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć tego co wydarzy się na scenie.

„Sztuka jest bezinteresownym porywem ducha”. Kontrolę mamy tylko nad naszymi intencjami. Gdy nasze intencje są czyste, wyzbyte manipulacji a przekaz konkretny, dający wyrazić się w celu, każdy nas zrozumie. Stajemy się wówczas czyści, klarowni, inspirujący.

NIC NIE WYMYŚLAJ, NICZEGO NIE WYPIERAJ. Zaakceptuj i działaj.

Jak postępuję matka błagająca o życie swojego dziecka? Porzucony kochanek walczący o ostatnią szansę? Czy oni choć przez chwilę skupiają się na własnych stanach? No właśnie. Walczą w określonym celu, cała reszta to skutek uboczny. Najbardziej pożądany skutek uboczny, ale to coś od czego nie można zaczynać. I na scenie i w życiu, nie zaczynajmy od efektów.

Osoba której determinacji nic nie zachwieje, która dąży do celu będąc skoncentrowaną na wykonaniu zadania, to ta za którą ja będę podążać. Kłamcy i krętacze mogą nas zachwycić, po czym czujemy się zirytowani i zubożeni w duchu. Nie tego chcemy. Większość jednak podąża za tym by zachwycać, pomimo prawdy, którą ze sobą niosą.

Wielkiej odwagi wymaga poświęcenie się ideałom a nie instytucjom. Uczenie się poprzez wymianę a nie narzucanie. Pragnę by sztuka aktorska nie była tylko ustaleniami, by była ciągłym ryzykiem i zaskoczeniem, życiową niespodzianką.

„Aktor, ucząc się być prawdziwym i grać jak najprościej, ucząc się mówienia z sensem, mimo odczuwanego strachu i bez pewności, że zostanie zrozumiany, tworzy swoją własną postać i kształtuje w sobie charakter. Na scenie. Tę właśnie postać prezentuje widzom i nią bywają poruszeni”

Nie porusza nas wymyślność polityków i celebrytów. O ich słabostkach czytamy by poczuć się lepszymi, bądź podobnymi. Ta tania rozrywka nie ma nic wspólnego z bohaterstwem, którego rzeczywiście pożądamy. Spróbujmy przyjmować porażki bez narzekania, stawać twarzą w twarz z partnerem, spokojnie i z godnością mówić prawdę, wtedy okażę się czy mamy odwagę. Czy tylko wymyślamy ją sobie, widzimy się jako efekt naszych imaginacji. Efekt, którego w rzeczywistości nie ma.

„Postępuj tak, by przed wszystkim mieć dobrą opinię o sobie samym”.

Od tego jaki jesteś zarówno na scenie jak i w życiu, świadczą podejmowane przez Ciebie decyzję. Ludzie z którymi bywasz – to oni Cię kształtują. Dobieraj ich rozsądnie. Weź udział w swoim życiu.

Showbiznes to karnawał deprawacji. Manipulacja i pasożytnictwo. Nie trzeba płaszczyć się, lizać odbytów i podporządkowywać się instytucjom. Bycie szczerym i uczciwym czyni nas wyjątkowymi. Nie przeciskanie się przez wąskie odbyty tych, którzy są w naszym mniemaniu ponad nami. Nie oddawaj innym szacunku wobec samego siebie. Twórz własne – działaj, dzięki temu zyskasz sposób na zrozumienie. Nie poświęcaj młodości na płaszczenie się przed ludźmi, których tak naprawdę nie interesujesz. Oni każą Ci podkreślać słowo „miłość”, choć Ty nie jesteś zakochany, każą Ci dygotać wypowiadając słowo „mróz”. Będziesz czuł się poniżony, a Ci do których będziesz kierował te słowa wyczują te dziwne głosy momentalnie, czując się oszukani. Nie znoszę lizusowskich uśmiechów i błagania. Nie życzę sobie by ktokolwiek się przede mną płaszczył, wzbudzał emocje będąc nastawionym na efekt. A fuj. Nie będę nikogo obdarowywać wbrew własnej woli. Nie chcę być wykorzystywana. Kiedy skupiasz się na wykonywaniu celu, nie musisz martwić się o swoją karierę.

A co z analizą postaci? Nigdy nie czułam by świadomość tego, że podczas narodzin mojej postaci np. padał śnieg, przekłada się rzeczywiście na moje zachowanie w scenie, która w ogóle dzieciństwa nie dotyczy. Nauczyłam się by posiadać takową wiedzę, ale praktycznie jej nie wykorzystuję. Działam na 5xW i to mi wystarcza. A poza tym całe życie kradnę. Na scenie również chcę kraść, ze słów i serc partnerów. Nie czekam na odpowiedni moment kiedy będę mogła wypowiedzieć wcześniej przygotowane kwestie. Znam tekst, znam cel, wiem czego chcę i idę po to. Co by się nie działo idę. Emocje przychodzą wraz  z tabunami dudniących we mnie dzikich. Jestem żywa i fantazjuję, poruszam wyobraźnie, działam, a reszta dzieje się sama. Umysł buntuje się na bezpośrednie rozkazy – zaśnij, zakochaj się. Nie chcę w to wierzyć, chce działać. Nie popieram wiary i się tego nie wstydzę. Uważam ją za usprawiedliwienie i bojaźń. Akceptuję, ale nie popieram. Wiara w to, czy się uda czy nie uda, czy poczuje czy nie poczuje – nie masz na to wpływu do cholery. Wyznacz sobie cel i akceptuj to co przychodzi po drodze, to jest źródło mądrości i szczęśliwości. Wiara popycha w przepaść samooszustwa.

Mamet a próby. Zastanawiałam się wielokrotnie dlaczego często uważałam je w szkole za marnotrawienie czasu. Próby podczas których godzinami dyskutuje się o postaci… kiedy próbowałam mówić o swoim doświadczeniu, wysłuchiwano mnie z pospieszaniem. Ależ postać to ja! Jeśli jestem aktorką, która jest wiarygodna i odważna, umiejętnie przekaże treść sztuki. Tłumaczenia co autor miał na myśli, nie mogę znieść od podstawówki. Ja wiem, że nie uda mi się teraz „zakochać” czy „walczyć o przekonania” ,bo to może być nie do zrobienia, mogę działać a uczucia momentalnie się pojawią, nie chcę zastanawiać się nad tym; jak, kiedy i co czuć. A pocałujcie mnie w dupę! O, o… podczas pisania o tym pojawiły się emocję, nie trzeba nad tym dumać. Działanie wywołuje myślenie, myślenie wywołuje emocje. Proste. Przecież zawsze czegoś chcemy, działamy i zbliżamy się do celu. A jeśli działamy z zaangażowaniem, mamy załatwione wszystko. Dziękuję. Done.

Można by powiedzieć, że często stoją nam na drodze nawyki. Ajaj. No, tak jesteśmy skonstruowani. Tak działamy – nawykowo. Tylko wbrew pozorom to jedna z rzeczy nad którą mamy największą kontrolę. Wpajajmy sobie nawyki, które będą zadaniami składającymi się na nasz warsztat. Codziennie możesz coś skorygować, ulepszyć. Działaj! Rozwijaj w sobie nawyk bycia dumnym z każdego osiągnięcia. Osoba która wywiązała się ze swoich obowiązków, może spać spokojnie. Jeśli nie będziesz się zawodził i akceptował porażki rozwiniesz w sobie nawyk prawdy. Bądź swoim najlepszym przyjacielem, sprzymierzeńcem innych. W rezultacie możesz stać się osobą, tym przyjacielem, mentorem, dobroczyńcą, którego zawsze chciałeś spotkać. Wszystko zależy od Ciebie.

W starym kawale facet uporczywie prosi Boga : „spraw, żebym wygrał na loterii”. Modli się o to dzień po dniu, całymi miesiącami. W końcu otwierają się niebiosa i dobiega z nich zmęczony głos.

„Wypełnij kupon”.

 

 

Wszystko to ukradłam z książki „Prawda i fałsz” David’a Mamet’a