Myśli mają moc sprawczą.

zdjęcie 2 (3)

Myśli mają moc sprawczą. Przekonuje się o tym coraz częściej.

Zostałam przywitana butelką szampana. Zaproszona  przez Niego na sześciodaniową kolację, podczas której na talerzu lądowało pożywienie wyglądające jak ludzkie szczątki. Podano kość. Przekrojona, pachniała jak ta, którą twój pies znalazł na podwórku. Jej zapach jest taki sam jak ten, kiedy wracasz pamięcią do chwil kiedy pies Ci mordę lizał.

Pod kością leży tost z cebulą, osłabiając wrażenie nienormalności. „Uspokój się to leży na pieczywie, nie na trawie, wszystko jest w porządku” – tłumaczę samej sobie. Zawsze kiedy coś sobie tłumaczę, czuję się idiotycznie. Myślę szybciej, poczucia rodzą się momentalnie, a ja chwilę później, chcę zakryć je mgłą zakłamania. Zapach kości pod nosem budzi odrazę. Długo myślałam, że potrafiłabym zjeść człowieka, zaczynam w siebie wątpić. Prosto z kanibalizmu przechodzimy na pytania ludzko – egzystencjonalne czyli – czego się napijesz? Nie lubię bąbelków. Nie lubię ich od zawsze. Nie lubię drażniącego pieczenia. Podwyższonego ciśnienia i braku równowagi. Tej nocy chciałam podążać za Jego tradycją. Jest trzydziesty pierwszy grudnia, kończy się rok dwutysięczny nasty. Nie przywiązuję do liczb większego znaczenia. Moje numerologiczne wyliczenia wskazują, że rok ten będzie mi bliski. Wiem że to, czy będzie sprzyjający będzie zależało ode mnie nie od przesądów rodem zza stodoły. Choć kiedy słyszę o szampańskiej zabawie zaczynam się martwić. Przepełniłam żołądek gazem i uczuciem zmieszania. Przemiło mi słyszeć, że nadzieje szalonej nocy sylwestrowej spoczywają na moim wybornym nastroju, którego aktualnie próbuję nie upić bądź nie utopić w trzeciej butelce szampana i buzującego w nosie gazu.

Mam podobno dziwną minę, podobno wyglądam jakby od paru dni mnie “prano” czyt. biło… Dowiaduję się o tym parę godzin później, natychmiast wracając myślami do tej wczesno wieczornej godziny spędzonej przed lustrem, podczas której mogłam przenieść na praktykę wszystkie teoretyczne umiejętności rysunku technicznego, nabyte podczas zajęć ZPT. Czarna kreska na oku ma czynić mnie piękną. W każdym razie bardzo się starałam, dodałam nawet parę opcji nadprogramowych na piątkę. Z użyciem kleju i szczypców, przykleiłam do powieki parę włosów norki, które parę godzin później spływają wraz ze słonymi łzami. Nie umiem skontrolować swojej miny. Co niesie za sobą falę sylwestrowych niepowodzeń. Wielokrotnie jest mi zadawane pytanie czy wszystko jest ze mną OK. Okeeeeej odpowiadam wielokrotnie, coraz intensywniej zastanawiając się nad moją umiejętnością dopasowania się do sytuacji. Bądź jej brakiem.

Mam również brak szalika, trzęsąc się jak osika przemieszczam się z restauracji do miejsca, w którym panuje klimat z lat dwudziestych. Podstarzałe panie obwieszone sztucznymi perłami, rozciągają niejędrne już wargi w szerokich uśmiechach. A ja mam podobno swoje jędrne wargi w nieustająco dziwnym grymasie, w co coraz bardziej zaczynam wierzyć. Wiara czyni cuda. Myśli stają się rzeczywistością. Jego wypowiadane na głos myśli wątpienia w me dobre samopoczucie, realizują się jedna za drugą. Przemieszczam się w czasie, uciekam z klimatu lat dwudziestych do swoich myśli, które krążą wokół zagadnienia co zrobiłam nie tak. Ciemnoskóry dj umieszczony gdzieś pod sufitem, włącza muzykę dzięki której perły, pióra i jedwabie falują wraz z podstarzałymi pośladkami. Jest bardzo sympatycznie. Cieszę się, że mogę zacząć Nowy Rok w towarzystwie Jego, kieliszka i tych pań. Ryzyko wyrwania jakiejś części mojego ciała, przez dzieci bawiące się na ulicy w pirotechników jest zniwelowane do zera. Nie muszę też ściskać obcych, odzianych w grube kurtki śmierdzące alkoholem, tytoniem i chipsami. Cieszę się. Choć dostaję kolejne pytanie o mój nastrój i kolejną porcję gazu, która ewidentnie podrażnia mój oczyszczony żołądek. Próbuję nieudolnie skakać w rytm wydawany przez pana dj’ja. Mój towarzysz skacze ze mną, a ja jestem zaniepokojona obserwując unikające Jego łokci podstarzałe głowy spięte w misternie sztywne koki. Przetrącenie takiego włosia dla wielu kobiet może być zepsuciem wieczoru. Mając pół wieku plus bywa się przeczulonym na punkcie wyglądu na który już inni nie zwracają uwagi. Nie dość, że było trzeba poświęcić tyle czasu i pieniędzy na misterne upięcia to ryzykujesz jeszcze utratę bycia piękną. Stopuje nieco Jego łokcie, Jego zabawę i naszą szampańską atmosferę, która robi się wisielcza. Uciekam do toalety. Mam ochotę uciec przez odpływ, jak jeszcze mogę wytłumaczyć, że wszystko jest dobrze. To, że wariacko nie skaczę, nie znaczy, że jest mi źle. Potupajki z drinkiem w ręku nie świadczą o dobrym samopoczuciu. Jestem przekonana, że niektórzy tupią; bo uciekają, bo wypada, bo chcą być w tym kółku potupajkowym z dala od męża śmierdzącego gorzałą lub niewygodnych pytań przyjaciółek od serca, albo może raczej od wątroby czy od psucia wątroby właściwie. Właściwie uspokajam swoje wątpliwości gdy nagle podchodzi do mnie pani i pustym pijackim wzrokiem, nieco ukrytym pod oazą sztucznych rzęs, pyta:

“Nie uważacie, że to super, że w toalecie jest Opra? ”

Yhyyyymmmm. Oprah Whinfrey mam ochotę zapytać? Spoglądam tylko na głośnik z którego wydobywa się głos jakiejś diwy, patrzę na niego błagalnie jakby miał brodę i sprawczy palec. A ona patrzy na mnie, wyciągając ku mnie łabędzią szyję. A ja mam ochotę zapytać dlaczego ostatnie słowo w tym ciągu polskich słów zamieniła na angielskie? Koryguję się, w środku mi kipi, potakuję milcząc. Dama wychodzi, ja zostaję z diwą i Jego kolejnymi pytaniami o moją zabawę. Zapewnieniami, że jestem cudowna, oskarżeniami o moje niezadowolenie, które przeradza się ponoć w demonstrację smutku a następnie w kobiece gry. Kobiece gry niespecjalnie mnie interesują. Zdecydowanie bardziej wolę chińczyka czy choćby bierki. Podczas drugiej godziny nowego roku, czując, że nie spełniam oczekiwań, myślę by niezauważalnie teleportować się do łóżka i spędzić tę noc pod kołdrą z Tuwimem.

Wracam jednak do domu taksówką, z brzęczącym w uszach pytaniem „czy mnie pojebało”. Nie do końca chyba wiem co to znaczy a więc staram się podążać za poleceniem “ogarnij się”. A więc próbuję zasnąć, zatkać kanaliki łzowe i swoje rozedrgane uczucia.

Nowy rok, parę nowych liczb. Zmiany w szkolnych zeszytach, urzędach, loteriach. Ludzkich zapowiedziach poprawy. Gaz w żołądku opadł, emocje też. Czekam jeszcze na zniwelowanie opuchnięcia powiek. Bym mogła spojrzeć w lustro, nie robiąc min. Nic nie udając. Bez sztucznych rzęs i wymuszonych uśmiechów. Nie umiem tego skończyć. Po raz kolejny mając poczucie, że nic się nie kończy i nie zaczyna, że te wszystkie strzelające petardy i szampany mają pomóc zrozumieć. Odciąć się, zapomnieć. Zaczynać na nowo. Chcąc oszukać nieco płynność czasu. A więc do działania, niech ono początkuje się w szczerej myśli. Aktualnie czuję się wspaniale, sen, herbata i plany na przyszłość pielęgnują złudzenie kontroli.

Życzę Wam wszystkim uaktualnienia myślowej mocy sprawczej.

Szczęśliwego Nowego Roku.