Wszyscy jesteśmy wyjątkowi, wszyscy tak zwyczajnie jesteśmy tacy sami.

IMG_4894

W niektórych krajach ludzie chodzą z parasolką, kiedy pada śnieg. 

W niektórych krajach ludzie mają inne problemy niż te, które miewamy tu. Napawam się szczęściem myśląc o moich problemach. Moje rozterki egzystencjalne świadczą o zaspokojeniu większości pięter w piramidzie Maslowa. Kłęby spętlonych myśli nie dają mi w moim mniemaniu funkcjonować wedle mojego mniemania. Tylko, że mniemanie to jak paplanie, zazwyczaj jest zbędne. Bez względu na koniec czy początek roku – działam. Czasami nieco przeginam, po czym wypluwam w swoim kierunku myślowe bluzgi. Przygotowuję się do spektaklu, mam do opanowania dziesiąt stron tekstu, przygotowuję też jedno przemówienie i parę piosenek na pewien recital. Przygotowuję też monolog z Chicago i scenę z Buntownika by dać sobie szansę na edukacyjne zaliczenia. Próbuję się i kolegów na teatralnych deskach. W między czasie (ciągle nie potrafię zrozumieć tego słowa) praktykuję szamańsko-sensualny rozwój. Praktykuję oczyszczanie organizmu, z odskokami na alkohol, vaniliowe cygaretki i orzechy w czekoladzie, dla oczyszczenia duszy. Bywam na castingach, recall’ach, przymiarkach, planach. Czasami robią mi zdjęcia. Czasami ja robię filmy. Ostatnio nagminnie, ponieważ związałam się z filmową aplikacją. W tym miesiącu zrobię ich jeszcze naście. Co dręczy mnie powoli, odrywając od bliższych mi ważności. Piszę. Czytam. Za większość tych czynności pobieram dochody. Czasami nie mam czasu na odchody i bardzo mnie to cieszy. Nieumiejętnie staram się zadowolić i obdarować czasem moich bliskich. Nieumiejętnie staram się tracić go jak najmniej przy tych, którzy czują, że chcieliby mi go zabrać, nie zostawiając nic po sobie. Wszyscy jesteśmy wyjątkowi, wszyscy tak zwyczajnie jesteśmy tacy sami. Wszyscy mamy tyle samo czasu, szanujmy go. Piszę to by zrozumieć swoje nieistniejące problemy. Byście Wy, którzy mnie nie znacie nie zarzucali mnie swoimi. Nie odpowiem na Wasze pytania, nad swoimi dumam wystarczająco długo. Nie jestem super.

Nie zaoferuję nic wyjątkowego. …nie noszę parasolki nawet kiedy pada deszcz.

Było tak na początku stycznia, teraz jest stycznia koniec. Edukacyjne zaliczenia owocują, nagryzmolonymi na papierze liczbami, zbieranie tych gryzmołów również zabiera dużo czasu i nie przynosi satysfakcji. „Pięć” wpisane w wydrukowane kratki, nie wnosi do mojego życia nic, poza szkolną pewnością, że mogę iść do przodu. Zajętości, których finalnie wymagał ten wpis, zastąpione są nowymi zajętościami. Nowe odpowiedzialności, zasiadają królewsko na moich ramionach. Niektóre bliżej ucha, niektóre dopingują do działania. Inne błagają by zostać zrealizowanymi i spaść z mych ramion, gdzieś w okolice stóp, bym mogła kopnąć je z satysfakcją i niechęcią. Pod koniec stycznia, straciłam głos. Mama mówi, że to ze względu na niemożność dogadania się ze światem, że to ze względu na niemożność wykrzyczenia kołaczących w mym środku niepewności. Ja upieram się, że to ze względu na dzień spędzony na planie. Wiosenny dzień, dzień pełen uśmiechu, do momentu wypowiedzianych przez reżysera liter STOP,  po stopie wracając do rzeczywistości pojawiało się rzeczywiste minus parę stopni Celsjusza, szpilki na gołych stopach i sukienka z odkrytymi ramionami.  Jestem skłonna wierzyć mamie, a także panu lekarzowi, który nakazuję mi dbać o siebie i pić trzy litry wody dziennie. A ja nie zawsze mogę iść sikać i ciężko mi to lekarzowi wytłumaczyć, ponieważ pan lekarz przerywa mi w trakcie, pouczając, że takie tempo prowadzi do stresu a on do kolejnych niemożności. A ja w tym tempie mam przecież tak wiele czasu by zamartwiać się, że tak wiele rzeczy jest jeszcze do zrobienia, że tak wiele chcę się nauczyć, przeczytać, zobaczyć, dotknąć i posmakować. A odnośnie smaku, mając lat dwadzieścia siedem, dowiedziałam się, że język składa się z co najmniej siedmiu mięśni. Jestem nim zafascynowana, od trzech lat, ćwiczę go i staram się by po mózgu był jedną ze sprawniejszych części mojego ciała. Choć jest mi głupio chwalić się tym na portalach społecznościowych, ponieważ wszyscy pokazują brzuchy i dupy, czego wyćwiczenie, osobiście uważam za mniej wymagające niż wyćwiczenie języka. Kolejno powstałe tu litery mają tworzyć coś na kształt sztuki, co w rzeczywistości jest ciągłą próbą zrozumienia. Dzielę się tym mając świadomość posiadania takowej chęci przez resztę populacji również, a więc być może ktoś z was pomyśli nad sobą. Może ktoś z Was nie jest zainteresowany tylko mięśniami brzucha.

Może ktoś z Was także nie nosi parasolki, kiedy pada deszcz.