Wyświęcałam biskupów i pozwalałam by ludzie całowali moje stopy.

image

Potrzebowałam wyjść by zaprzyjaźnić się z Joanną. Ciężko mi było w domu poczuć się dostojnie. Przewalam się tam nago, ciągle coś podjadam, a kiedy natrafiam na swoje odbicie, ono zupełnie zbija mnie z tropu. Nie patrząc w lustro, wychodzę z domu. Po drodze kupuję największe lody w słodkim wafelku i planuję hasła do gry w kalambury, na najbliższe spotkanie z przyjaciółmi. Po drodze poszukuję Joanny, zaczynam nabierać dostojności, moje kroki stają się pociągłe. Moja broda unosi się do góry. Zapominam o tym, że od rana się nie czesałam a na pupie mam jeans z lat dziewięćdziesiątych. Wracam, dużo wcześniej, do dziewiątego wieku. Przypominam sobie czasy, kiedy kobiety nie miały wstępu do biblioteki, a ja chciałam poświęcić swoje życie nauce. Do momentu kiedy zadecydowałam, że zostanę mężczyzną, nie było to trudne w wieku dwunastu lat. Tylko w pewnym momencie zapomniałam, że powinnam udawać. W pewnym momencie zawładnęła mną determinacja w dążeniu do nieograniczonej  doskonałości. Stałam się sławna, całe tłumy przychodziły słuchać moich wykładów. Kiedy mianowano mnie kardynałem, poczułam się źle. Dwa tygodnie leżałam w bezruchu pełna strachu i wyrzutów. Wszystko kiedyś mija, podobno, choć ja tej teorii nie ufam. Minął mój strach, nie minęła moja chęć poznania wszystkiego. Minęło za to życie papieża Leona, wybrano mnie. Zostałam Papieżem. Wyświęcałam biskupów i pozwalałam by ludzie całowali moje stopy. W końcu znów znalazłam kochanka. Byłam szczęśliwa, że byłam Papieżem i gdyby nie dziecko, którego oczekiwałam, pewnie żyłabym do starości. Myśląc o dalszych wydarzeniach zamykam oczy, zaczynam mówić szeptem. Choć dziś nie ma to już żadnego znaczenia, ponieważ minęło. A kiedy otwieram je ponownie, siedzę nad wodą, mam zmarznięte dłonie. Słyszę szum spływającej po kamieniach wody, ptaki już nie śpiewają. We mnie też jest cicho. Stworzyłam w sobie wraz z tym spokojem wewnętrzny guzik dostojności. Nacisnę go gdy nadejdzie taka potrzeba. Wykorzystam na scenie. Dziś zdradza mnie nieoblizana czekolada w kąciku ust. Ale czy papieżyca Joanna nie je lodów? Tak jak robi to Iga. Kobiety, dzieci i wariaci nie mogą zostać Papieżem, ale jeżeli chodzi o lody… Ptaki wieczorem śpiewają inaczej. Stają się powolne, dostojnie unoszę głowę. Koło mnie na ławce siedzi starszy pan w służbowym ubraniu.

– przeskoczyła pani przez bramkę tylnego wejścia, nie zapłaciła pani za wstęp do parku.

– nie miałam pieniędzy – odpowiadam, przełykając papieską dostojność

– jadła pani duże lody…

– wydałam na nie wszystkie pieniądze, nie mogłam się zdecydować pomiędzy wiśnią a wanilią.

– też lubię wiśnię.

– ja nie lubię, ale moja mama lubi, a moja mama ma w sobie dostojność, której poszukuję. Park, którego pan pilnuje pomógł mi ją znaleźć.

– a więc lody czy park?

– słucham?

– lody czy park? Co pomogło znaleźć dostojność?

– dziś chyba park.

– więc następnym razem proszę zapłacić, jeśli przyjdzie pani czegoś szukać. Dzisiaj już zamykamy, proszę iść ze mną, nie chce by ponownie skakała pani przez bramkę.

Grzecznie wstałam, wytarłam z kącika ust pamiętne lody. Jestem pewna, że szliśmy w ciszy, bardzo dostojnie.